• Tomasz
  • 2014-09-24

Zrelaksuj się przy Klasyce

„Muzyka ma w sobię magię, która koi dzikie bestie” – napisał Stephen King. Nie żebym się do bycia dziką bestią poczuwała, ale naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie wypoczynek bez muzyki. Jak możecie się domyślić, zaproszenie na koncert Chillout Classic w wykonaniu Baltic Kwartet przyjęłam z entuzjazmem. Ostatnio przechodziłam sporo urzędowego zamieszania i stresu, więc obietnica wieczornego relaksu była tym bardziej kusząca.

Koncert odbywał się w Mieście Aniołów – nie ukrywam, że byłam tam po raz pierwszy, bo za moich szkolnych czasów  lokal ten cieszył się raczej opinią dyskoteki, a ja byłam grzeczną dziewczynką 😉  Czekało mnie naprawdę pozytywne zaskoczenie – wnętrze prezentuje się stylowo, a największą atrakcją jest niewątpliwie część restauracji umieszczona na… barce zacumowanej na Motławie! Nie miałam okazji spróbować tutejszej kuchni, postaram się to w przyszłości nadrobić.

Sama idea koncertu – słuchanie spokojnej, relaksacyjnej muzyki wygodnie wyciągniętym na sofach czy leżakach i  leniwie sącząc drinka – była dla mnie rewelacyjna! Sala została specjalnie zaciemniona, co dodawało intymnego, nastrojowego klimatu i sprzyjało wyłączeniu innych niż słuchowe bodźców. Można było w pełni poświęcić się muzycznej uczcie, którą przygotował dla nas zespół.

Samego Baltic Kwartet chyba nie mam już co przedstawiać – kto jeszcze ich nie zna powinien się wstydzić i szybko ten błąd naprawić! Zamieszczałam też tutaj relację z poprzedniego cyklu koncertów – Klasyki Nocą. Przypomnę więc tylko, że zespół grywa utwory w aranżacji smyczkowej – od muzyki klasyków, przez Piazzollę, na muzyce filmowej kończąc. I właśnie taki przekrój repertuaru został w czasie Chillout Classic zaprezentowany.

Pierwszą część rozpoczęło znamienite trio: Bach, Schumann i Chopin. Wybrane zostały utwory spokojne, łagodne – oczy zaczęły mi się trochę kleić. Następnie muzyka filmowa – że wspomnę tylko Ojca Chrzestnego, Pod niebem Paryża czy moje ulubione Moon River. Najmniej przyjemnym elementem była… przerwa! Wydaje mi się że reszta słuchaczy podzielała moją opinię – wszyscy zatraciliśmy się w muzyce i powrót do rzeczywistości nie był szczególnie pożądany. Duch był ochoczy, ciało jednak słabe – przerwa techniczna jak najbardziej się przydała 😉

Druga część była poświęcona przede wszystkim Goldbergowi – gdańskiemu klawesyniście którego Festiwal niedawno obchodziliśmy – a dokładniej Wariacjom Goldbergowskim Bacha, które zostały zaaranżowane na kwartet smyczkowy przez członka zespołu, pana Tomasza Pozorskiego. Zaprezentowane zostało tylko kilka z bogatego wyboru Wariacji, które – jak dowiedzieliśmy się podczas koncertu – zostały napisane na zamówienie, jako lekarstwo na.. bezsenność! Skuteczne, muszę przyznać – tylko resztką sił powstrzymałam się przed wtuleniem w poduszkę i odpłynięciem. Rozbudził mnie trochę  Piazzolla, którego Oblivion rozbrzmiało na zakończenie.

Jedynym żalem było to, że już koniec. Dobiegające mnie głosy z sali zdecydowanie to potwierdzały – wizja podniesienia się z kanapy była koszmarem! Z przyjemnością spędziłabym na koncercie całą resztę wieczoru. Powrót do domu osłodzili mi jednak nasi Siatkarze, zostając Mistrzami Świata 😉 Miłym akcentem była także podsłuchana rozmowa turystek ze Szwecji (ależ miałam farta będąc z kumpelą ze Skandynawistyki!) – były zachwycone i koncertem, i całym Gdańskiem. Jedna przyznała nawet że przysnęła – więc cel Chilloutu można uznać za osiągnięty 😉

Narobiłam Wam ochoty na koncert? Nie martwcie się, będą jeszcze kolejne, najbliższy już w listopadzie! Polecam też wcześniejszą rezerwację biletu – inaczej może nie być już miejsc!

W tym zabieganym świecie znajdźcie chwilę czasu by zatrzymać się, odpocząć i nacieszyć pięknem muzyki.

Recenzja koncertu ze strony blog.gdansk4u.pl autorstwa Katarzyny Obiegło

0 Comments

Leave a comment

Recent posts

  • L’ autunno – Hanna Pozorska i Baltic String Quartet

    Read more >>
  • Muzyka w zabytkach starego Gdańska – Kościół Zielonoświątkowców

    Read more >>
  • Kania Lodge

    Read more >>

Tags